czwartek, 5 grudnia 2013

Tęsknoty.

Albo o tęsknocie, wywołany do tablicy zrywa się REDAKTOR, by opowiedzieć, otóż wcale nie jest, ale dotyczy to być może tylko REDAKTORA, który nie wie przecież, co to są uczucia zbliżone do ludzkich, i tutaj pogłębia jeszcze ukochane skurwysyństwo, które ciągnie się za REDAKTOREM jak tren pachnący i które tak licznie do niego przyciągają młodzież jak nie przymierzając do Wojtyły czy innego subito. Tak wiec jaka tęsknota, drwi REDAKTOR, łatwo mu mówić w sumie, to przecież rok z kawałkiem dopiero, jak wyjechał stamtąd, gdzie go nie ma, wiec jak ma tęsknić do tych mazurków oraz Dąbrowskiego względnie Chopina czy też na święta zakorzenionej tak w tradycji Wielkiej Nocy (tu klęka), i tych wierzb mazowieckich prawda oraz musztardy sarepskiej i parówek Sokołów? Zwłaszcza, że mazurek może sobie puścić z jutuba oraz Chopina, czy tez upiec, a parówki, noooo tych w Londynie nie brakuje, można też jak również zajrzeć do polskiego sklepu, których tutaj więcej niż punktów Betako, po ichniemu prawda Ladbrokes czy coś inne.
Także nie jest tak. Oczywiście, że czasami ma REDAKTOR wrażenie, ze od kiedy nie ma go tam, to tam się więcej np. dzieje i powiedzmy nawet, że otworzyli coś na grobie dawnej Klatki z dawnymi grzechami, czyli brakiem szatni na przykład. Ale wystarczy pójść do centrum, pójść do Fabric, pójść do Fire, pójść tu czy tam pójść, żeby przekonać się, że to zwykle złudzenie, że lepiej gdzie nas nie ma, myśli REDAKTOR i - jak to REDAKTOR - ma rację.
Oczywiście byłoby lepiej, żeby znajomi REDAKTORA też tu byli, nawet zaczęli przeciekać po jednym, i żeby można było się przejść tu i tam, no ale ich nie ma, to co będzie sobie REDAKTOR zawracał głowę tym, co by mogło być, jakkolwiek byłoby to bardzo miło.
Generalnie nie skupia się REDAKTOR za bardzo na drobnych tęsknotach i psich smutkach. Fakt jest taki, że nie ma na to za bardzo czasu, a poza tym skurwysyński pogląd REDAKTORA jest taki, żeś jak już wyjechał, debilu, to się tego trzymaj, w tył się nie oglądaj, zajmij się sobą, zamiast płakać w poduszkę, gdy dookoła życie aż furkocze od atrakcji, no ale to już kwestia szczęścia i nastawienia, dla tych, dla których to ostatni akt desperacji życiowej w obliczu walenia łbem w tę zgniłą polską ścianę, dla nich będzie to męka, dla takich jak REDAKTOR to przygoda, zwłaszcza jak się zna język i ma się ciśnienie, żeby ten język zgłębiać, i to jest właśnie dobre, i to jest właśnie najlepsze uczucie, jak się kupi gazetę i rozumie się, co tam piszą, no wiadomo, że nie w stu procentach, ale co cieszy REDAKTORA, nieznanych słówek są raptem szczątki, cieszy zwłaszcza, że z wolna zaczął łapać tez kontekst, jednym słowem poznawać życie codzienne kraju, i już wie, co to są różne pojęcia jak HS2 czy bedroom tax oraz dowiedział się, że Sussex, a może Essex, to brytyjski Wąchock. No to jak się nie cieszyć, nie ekscytować, zwłaszcza, ze mówiony tez wystrzelił, trudno żeby nie, jak 9 godzin dziennie napierdala się po angielsku. 
Takie to są te drobne ekscytacje, w sumie nie ma się o co przypierdalać z tą tęsknotą. Za dużo się dzieje.

Ale kolega REDAKTORA się z REDAKTORA śmieje. Mówi, poczekaj pięć lat, powiada, jak ja czekam, to zobaczysz, i nie waż sie tak obrażać Polski, i w ogóle wciąż wzdycha do polskich chłopców, i takich szuka, na co REDAKTOR puka się tylko w czoło wymownie. Oraz faktycznie to REDAKTOR nie może zgodzić się z jego stanowiskiem, bo ma świeżo w pamięci ten syf, ten brud i ten pierdolnik i te wszystkie pierdolone pochody czy betonowe samoloty, i te kretyńskie awantury o jebane gendery, gdy świat odjeżdża, a jak już odjedzie, no to nawet montownie lodówek odjadą i co zrobi biedna Mława? Niestety, odległość i czas w głowie kolegi pozostawiły tylko prasłowiańską gruszę i te mazurki i sarepska musztardę. 
Ale przecież REDAKTOR nie jest w ciemię bity. Wie doskonale, że kolega tak sobie tylko tęksnotki snuje i niekoniecznie chciałby wracać, co mu zresztą REDAKTOR - szuja - życzliwie doradza, przenieś się do Polski, doradza, skoro tak wzdychasz, będziesz miał dużo polskich chłopców, kusi, ale kolega wciąż odmawia, wciąż wyrzeka się tej kurwa ojczyzny, i coś REDAKTOR czuje, że chyba już mu się nie odmieni, bo sarepska sarepską, mazurek prawda teges także czy to na Grobie, czy na stole, ale koniec końców kolega własnie zdał egzamin na brytyjski paszport, i tak to jest z tą tęsknotą za pierdoloną Polską.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz