Banałem byłoby powtarzać to po raz iksiąty, przy czym i REDAKTOR też jest przecież niebanalny, dlatego z największym wręcz obrzydzeniem i zatykając nos, zupełnie jak przy urnie głosując na PO, zdecydował się przyznać, że owszem. Jest tak jak REDAKTOR czuje - że to banalne. Nie czyż? Czyż. Dlatego będzie to notka od lekka do ciężka jeśli idzie o temat.
Banałem jest przyznać, że taki wyjazd wiele zmienia i przenicowuje, i że to co było już jest zupełnie inne, niż by było bez wyjazdu, nie tylko z tego powodu, że po prostu by było, a wyjazd byłby tylko czymś co by mogło być, ale nie wystąpiło, no i badanie tego, co nie wystąpiło jest zupełnie bez sensu, choć REDAKTOR mniej więcej wie, co by było, pewnie by dalej skrobał głupoty do jakichś czasopism, albo i nie, bo może by go wyjebali, albo i nie, i to jest właśnie ta niewiadoma, która się nie stała, bo REDAKTOR uprzedził fakty i zwolnił się sam, nie czekając na redukcje czy tam inne powody wypierdalania, nadludzkim wysiłkiem woli znalazł się zupełnie gdzie indziej z zupełnie innymi planami. Tak.
Banałem jest przyznać, że taki wyjazd wiele zmienia i przenicowuje, i że to co było już jest zupełnie inne, niż by było bez wyjazdu, nie tylko z tego powodu, że po prostu by było, a wyjazd byłby tylko czymś co by mogło być, ale nie wystąpiło, no i badanie tego, co nie wystąpiło jest zupełnie bez sensu, choć REDAKTOR mniej więcej wie, co by było, pewnie by dalej skrobał głupoty do jakichś czasopism, albo i nie, bo może by go wyjebali, albo i nie, i to jest właśnie ta niewiadoma, która się nie stała, bo REDAKTOR uprzedził fakty i zwolnił się sam, nie czekając na redukcje czy tam inne powody wypierdalania, nadludzkim wysiłkiem woli znalazł się zupełnie gdzie indziej z zupełnie innymi planami. Tak.
Ale najpierw na miejscu musiał się nauczyć co i jak. Co wcale nie było łatwe, bo każdy mówił co innego, w internecie co innego było, a jeszcze co innego myślał REDAKTOR ze jest. Na szczęście znaleźli się dobrzy ludzie (lgną do REDAKTORA), którzy przeprowadzili REDAKTORA przez tak wstępne tajniki bycia gdzie indziej, jak kupno karty z numerem i np. ze autobus się łapie każdy jak gdzie indziej na żądanie, a na czerwonym świetle można na luzie przechodzić, nawet gdy obok stoi konstabl. Wspaniale.
Gorzej było, gdy przyszło do szukania pracy, to dopiero była historia, wspomina REDAKTOR, jedna koleżanka, z tych dobrych ludzi, wydrukowała REDAKTOROWI nawet jego cv, w kolorze, luksus, chociaż bez złotych kutasików, i tak uzbrojony REDAKTOR już widział, jak się pnie w tych garsonkach, segregatory nosi z zebrania na zebranie... Ale na razie to tylko sobie spacerował, i gdzie mu się podobało to zostawiał cv. No ale co to było za cv, wszystko co najlepsze wybite na górę, i mądrze sformułowane, co gorsza po angielsku oraz ogólne ą i ę oraz zdjęcie. Odpowiednio rozczulające, i to co trzeba pogrubione i w ogóle fachowo, tylko że zupełnie bez sensu. Okazało się, że to trzeba nie tak, i dlatego pomyślał REDAKTOR, że napisze poniższy poradnik dla tych, którzy chcą tak.
Zgrzeszył naiwnością REDAKTOR strasznie przy tym, okazuje się, ze tutaj nie ma co wybijać, że powiedzmy było się profesorem, kiedy się przyjeżdża zacząć od początku (ekscytujące!) i na początek szuka się byle zajęcia, żeby tylko zaczepić się małym palcem i potem wspiąć powoli, ci co na kontrakty jadą czy coś to mają oczywiście łatwiej, ale trudno przypuszczać, żeby ktoś REDAKTORA wziął w za granicę na kontrakt na pisanie po polsku, tak? Trzeba sobie było samemu wyrąbać i chociaż samo rąbanie bywało nie do końca fajne i zawsze przyjemne, to jednak po roku można powiedzieć, że już coś się udało wyrąbać i nie jest już najźlej.
No, ale jak się zaczyna robić głupoty i się zostawia odjebane cv bez kutasików w księgarenkach i gdzie tam jeszcze oraz jak już wzięli na rozmowę o prace to zamiast bujać na potęgę to się pierdoli że się było tzw. dziennikarzem i się przyjechało i się szuka, no to kto takiego przyjmie do pracy, czy REDAKTOR przyjąłby takiego do pracy, jak z góry wiadomo, że taka osoba spierdoli przy pierwszej lepszej okazji oraz przede wszystkim to ona nic nie umie, a tu nie tytuły, kwity, zaświadczenia, papiery są potrzebne, to nie Azja czy inny nie zabór, że papier na wszystko i za wszystko służy, życiowym marzeniem jest papier, zdobycie papieru i nikt nie pyta co umiesz? Tylko "pokaż papier", tymczasem tutaj najwięcej - jak się okazuje - przydaje się doświadczenie i jakieś umiejętności, i to trzeba w tym cv pisać, a nie się przechwalać jakimiś miejscami pracy, bo miejsca pracy to tylko miejsca pracy i wcale to o niczym nie świadczy, skonstatował REDAKTOR po jakimś czasie, i dlatego zaraz poprawił cv, bzdety poukrywał, powycinał, poobniżał, coś tam powyciągał do góry no i okazało się, ze z tak pogorszonym cv można łatwiej dostać prace. Która okazała się ciężka, ale na maksa pouczająca i okazało się, że to prawda, że takie rzeczy pokazują 'what are you made of', no i okazało się, że REDAKTOR też potrafi no i to było w miarę dobre okazanie się, takie zadowalające, rzekłby REDAKTOR. Zwłaszcza gdy po paru miesiącach przyszedł egzamin, promocja i każdy cmokał, że jak to możliwe, że jakiś przybłęda z białych niedźwiedzi zdał lepiej od rodowitych egzamin z pisowni londyńskich ulic i placów, różnych Eccleston Place, Marlborough Street, Albemarle Street, Beaumont Square, Maida Vale, Carpenders Park, Theydon Bois i tak dalej, przy czym warto wiedzieć, że od wieków trwa w Londynie dyskusja, czy to ostanie czytać z francuska 'bua' czy z angielska 'boys' i innych takich mnóstwo łamigłówek.
Ale to już tez zmieniło optykę, i perspektywa się już zmieniła, na taka, że skoro ja mogę, to ty tez możesz, i dlatego już nie może REDAKTOR bez ataku szalu wysłuchiwać, ze ktoś nie może, że mógłby, ale to słabe, za ciężkie, chujowe. To była ta nauka. No bo wiadomo, jak było wcześniej, całe to życie tzw. redakcyjne, leniwe i powolne, zwłaszcza jak REDAKTOR był współpracownikiem, czyli freelancerem, czyli zapierdalał jak normalny na etacie - taka tam sztuczka korporacji drącej szaty nad śmieciowymi umowami, a ostatnio nad głodowymi stawkami, to doprawdy wzruszające, musi przyznać REDAKTOR. Ta prawda wrażliwość.
Wziąwszy pod uwagę zwłaszcza, ile się tam zarabia, zwłaszcza ci przyjmowani w ostatnich latach, kiedy potęga zaczęła się chwiać i wyszło, że okazały ten gmach jest średnio o połowę za duży jak na obecna potęgę, a o dobre trzy czwarte za duży jak na potęgę przyszłą.
Wziąwszy pod uwagę zwłaszcza, ile się tam zarabia, zwłaszcza ci przyjmowani w ostatnich latach, kiedy potęga zaczęła się chwiać i wyszło, że okazały ten gmach jest średnio o połowę za duży jak na obecna potęgę, a o dobre trzy czwarte za duży jak na potęgę przyszłą.
No ale skoro REDAKTOR 'współpracował', to czasami rano dochodził do wniosku, że dziś akurat mu się nie chce współpracować i spędzał miły dzień
doing nothing albo coś równie przyjemnego, a potem to sobie odpracowywał, tekścik czy dwa więcej naskrobał albo jaki tzw. reportaż i zawsze jakoś to było, ale bez perspektyw jak się okazało. Tu jest inaczej trochę. Każdy dostaje za godzinę i czy choruje, czy nie, to już nikogo nie interesuje, jak chcesz być chory, to bądź, ale za darmo.
doing nothing albo coś równie przyjemnego, a potem to sobie odpracowywał, tekścik czy dwa więcej naskrobał albo jaki tzw. reportaż i zawsze jakoś to było, ale bez perspektyw jak się okazało. Tu jest inaczej trochę. Każdy dostaje za godzinę i czy choruje, czy nie, to już nikogo nie interesuje, jak chcesz być chory, to bądź, ale za darmo.
Tak REDAKTOR krok po kroku zaczął uczyć się tutejszej kultury, która w jego poprzedniej firmie była no właśnie taka, najpierw były - dawniej - śniadanka, się przychodziło o 10, pani smażyła jajecznicę, potem się jadło, pilo kawę, potem było zebranie, a kto nie zjadł to po zebraniu jadł śniadanie, a potem już było południe. To się szło na miasto, (a REDAKTOR często do znajomej na kawę), potem ci co nie poszli to już przebierali nóżkami, papierosy palili, bo zaraz przecież obiad, i o godzinie 13. zaczynały się wielkie zawijane kolejki, całe działy schodziły, tłum, no bo gdzież tak o jednej jajeczniczce od rana, należy się odżywiać, wiec gdy już zjedli ten obiad, godzina 14, to szli na gore coś tam porobić, fajkę zapalić, a no a potem to już była 17 i można iść do domu, dlatego potęga wygląda tak, jak wygląda, można rzec, a zostawali tylko ci co produkowali i produkowali na jutro, a nakład i tak spadał.
Tu jest troszkę inaczej jednak, zamiast jajecznicy jest paluch, który się kładzie na maszynę, która z odcisku palca zapisuje, że się przyszło, a jak się nie przyjdzie na czas, to się ma spóźnienie, jak się je ma trzeci raz w miesiąc, to odsyłają do domu bez zapłaty, a jak się to robi często, to zaraz kadrowe wysyłają na szkolenie z zarządzania czasem i życiem i tak dalej, no ale summa summarum nic dziwnego w takim razie, że ta rodzinna firma warta jest na dziś 380 milionów funtów, jakieś 5 miliardów, i tytuł jednej z pięciu najszybciej rosnących w Londynie.
A i jeszcze innej rzeczy się nauczył REDAKTOR, wszystko mu to się to przyda na przyszłość, że nic w życiu firmy i człowieka tutaj się tak nie liczy, jak reputacja, i dlatego nikt nie może mieć tu wypadku i się procesować (reputacja) i raczej ludzi nie robi się w chuja pracowników (reputacja), wiec - powiedzmy - nie próbuje się fotografów wycyckać z praw autorskich żeby potem wszystkie zdjęcia sprzedać w całości i zgarnąć pieniążki (reputacja), albo nie pozbywa się ludzi w taki sposób, ze większość z tych wypierdolonych staje się śmiertelnymi wrogami, robią tę krecią robotę w internecie potem, po mieście się to niesie, po obcych redakcjach, dziennikarzach, każdy miele ozorem na lewo i na prawo, nic dziwnego, że potem (reputacja) jeden wiceprezydent Warszawy mówi REDAKTOROWI prywatnie, 'Wie pan, kiedyś to się wszyscy was bali. Ale dziś, jak o was człowiek tyle już się nasłuchał, to trudno - pan przyzna - trudno traktować poważnie taką instytucję', mówi, a potem robi co chce, powołuje w piątek Piątka, w czwartek Piątka wywala i się śmieje wszystkim w ryj, no trudno żeby się nie śmiał, jak całe miasto zajmuje się tylko o awanturami w potędze. I tak własnie skończył się mit tych, co to piszą, że im nie jest wszystko jedno. Co z tego, że piszą, skoro innym jest wszystko jedno, co tamci napiszą. Na tym polega brak reputacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz