środa, 27 listopada 2013

Podejście (pierwszy krąg)

Bardzo to uderza REDAKTORA. Zupełnie inne podejście do rzeczy tutaj, a podejście do rzeczy tam. Wcale nie będzie teraz plótł REDAKTOR bajek o tym, że ludzie są dla siebie milsi ogólnie (nie ma, a przynajmniej REDAKTOR nie zauważył żadnych bab szczekających na siebie w autobusach o wolne miejsce, nadymania i się obrażania, szacowania wzrokiem, kto ma więcej siat i jest bardziej obłożnie chory, a przynajmniej obkrześle chory, żeby zwalić się jak grucha na to siedzenie i stroić miny świadczące o złym ogólnym stanie zdrowia i natarczywych własnie bólach). No to tak, tego tu nie ma. Ale wcale nie jest znowuż za rozkosznie, weźmy takie autobusy. Autobusy to osobna historia warta osobnego wpisu, nad którym REDAKTOR z pewnością się pochyli.

Także.

Wieki dominacji na morzach, zaczyna REDAKTOR uczenie, bo wie doskonale ze to prawda, sprawiły, że tutaj rzeczy oglądane są z zupełnie innego punktu widzenia niż powiedzmy gdzie indziej, wiadomo gdzie, ale REDAKTOR nie powie. No wiec naród prawda handlowy, słonce nigdy nie zachodzi, Cutty Sark i Australia oraz oraz, no i okazało się, ze handel już tak im wszedł w krew, że bez tego nie mogą, ale najbardziej nie mogą bez tego, co ten handel daje, czyli hajsu. Ten hajs jest w centrum wszystkiego, ale niezauważalnie. Trzeba się przyjrzeć dopiero, żeby to zauważyć i to się zauważa w końcu, ale nie na zasadzie, że w centrum stoi wielki Zloty Funt, pod którym lezą kwiaty (leżą tam, gdzie REDAKTORA nie ma), ten Złoty Funt jest wszędzie dookoła, choć go nie widać.
No może nie? Weźmy taka relacje z wydarzenia, którą obejrzał w telewizji REDAKTOR jakiś czas temu, no więc jakieś miasto zostało stolica kultury brytyjskiej, czy coś takiego, naprawdę REDAKTOR nie pamięta bo zapomniał, żeby pamiętać co innego, a to co inne są pytania reporterki, która stała w taki deszczowy dzień z jakąś panią na zewnątrz, i one sobie wesoło paplały, paplały tak, a w końcu weszły na wizje no i ta reporterka ('tory były złe') zadaje pierwsze pytanie, a właściwie oświadcza, ze wszyscy bardzo się cieszą, ogólne gratulacje, ale ale, konstatuje reporterka, bardzo wszakże to milo iż jest wasze miasto stolica kultury jakby, ale porozmawiajmy, co z tego ekonomicznie będzie miało wasze miasto, jak zyska gospodarka, i zaraz rozmowa z kultury zeszła na to, co najważniejsze i tak już zostało, zostawiając REDAKTORA w zdziwieniu i rozjaśnieniu w, bo co prawda ani słowa o duperelach i wystawach, gdy wszystko nagle stało się jasne i proste, o co tutaj w tym wszystkim chodzi, a chodzi o oczywiście kasę, którą w Polsce nikt się nie przejmuje, to znaczy przejmuje, ale tylko pod względem ile jej będzie i na co się ją wyda, i tym akcentem zainteresowanie kasą się kończy.
Przykładowo jest mieścina tam, i ta mieścina koniecznie chce mieć coś pięknego i dużego i coś, będzie władzy służyć za pomnik i za trampolinę do następnych nieprawdaż wyborów, no wiec decyzja zapada, że to musi być Nie Byle Co, jakaś Opera albo przynajmniej Aquapark, i już się robią plany na dwa, na trzy, na pięć tysięcy widzów, artystów, pływaków! I potem budowa, bo przecież hajs jest, płynie z zagranicy, i nikt nie pyta, czy w tej mieścinie w ogóle potrzeba Opery, kiedy tam gdzie nie ma REDAKTORA nikt nie czyta książek, a co dopiero o operze mówić oraz czy potrzeba Aquaparku na piec tysięcy, ale skądże, potrzeba, odpowiada się na to, własnie że niezmiernie potrzeba! W ramach Ambicji, w ramach Dociągania potrzeba, i nie mówcie, że w Naszym Mieście mieszka mniej ludzi niż w Aquaparku się mieści, ale przecież dookoła też mieszkają ludzie, i oni tez chcą przyjść do Aquaparku, a poza tym będzie to wielka atrakcja, i ona przyciągnie! - mówią tak i to mówienie zastępuje już wszystko, i potem jak już ten Aquapark jest gotowy, to wychodzi, że mało kto pływa, bo strasznie drogo wyszedł ten Aquapark, więc i bilety drogie, a jeszcze ludzie zaczęli oszczędzać, no ale jakby nawet nie zaczęli, to nikt nie pomyślał, ze Aquapark to nie spożywczy i tam się nie chodzi codziennie, tylko czasami no i tak to właśnie się skończyło i teraz już nie ma gmina piniążków na powiedzmy żłobek czy elektroniczne tablice w szkole, bo musi utrzymywać aquapark. Albo fontannę na pół rynku. Pycha.
Bo przecież o takich dziwactwach nikt nie słyszał tam takich jak tu są dziwactwa, a nawet jak słyszał, to one nie są dla byle jakiego oka, bo przecież tajne. I dlatego nikt nie pyta, a nawet jak nie zapyta, bo kto ma zapytać, może ten pan redaktor z tzw. lokalnych mediów, które nieprawdaż "patrzą na ręce władzy", czyli żyją z tego, że pan wójt u nich zamieszcza urzędowe ogłoszenia i dzieci pana redaktora mają zniżkę na Aquapark i jak się obrazi i przestanie zamieszczać te ogłoszenia, to pan redaktor z czego będzie żyć.
Te dziwactwa dla odmiany gdzie indziej (no, powiedzmy, że tu, gdzie jest REDAKTOR) są za to powszechne i są tez przedmiotem ogólnej debaty, można rzec mądrze i wszyscy się zastanawiają czy to dobrze, czy źle, czy może lepiej sobie dać siana z tą Opera a już zwłaszcza Aquaparkiem dla gawiedzi? Toczy się dyskusja. No, weźmy tę gazetę choćby, oto jest w niej napisane, że prognoza dla kolei szybkiej prędkości spadła. Tej kolei szybkiej co ma połączyć Londyn z innymi miastami i co budzi te wielkie dyskusje o kosztach, tak z 50 miliardów funtów mniej więcej, no wiadomo, że taka kasa nie może przejść niezauważenie i dlatego od czasu do czasu wybucha kolejna awantura, czy w ogóle warto pchać się w tę historię i w ogóle. Ale przynajmniej wiadomo, o czym się mówi, skoro niedawno się okazało że ta prognoza wzmiankowana spadła. No spadła, no 1,90 do coś 1,60, ale wciąż jest na plusie, w sensie mniej więcej to znaczy, że z każdego zainwestowanego funta odzyska się prawie dwa, i z nowa prognoza się wciąż opłaca, ale mniej, w sensie mniej powstanie miejsc pracy, podatków się zbierze, cokolwiek. No to teraz, kto w tam gdzie nie ma REDAKTORA zastanawiał się, ile z takiego Stadionu Narodowego, albo chociaż Legii, ile wróci do budżetu z tej inwestycji? No nie, nawet nie wiadomo, ile trzeba będzie dopłacić. Albo z drogi? albo z czegokolwiek? Nikt nie wie. A nawet jak wie, to co z tego, bo to tzw. opinia publiczna ma wiedzieć, a nie paru urzędników. A nawet jeśli, to i tak zwycięża jakaś kalkulacja typu my im stadion, a oni na nas może kiedyś zagłosują, albo że "w takim mieście jak... stadion jest po prostu potrzebny". To jest ta właśnie drobna różnica.
Ale co tam kolej. Przecież jest zupełnie tak samo u zwykłych ludzi. Jak u tych koleżankach REDAKTORA z pracy, co oglądały jakieś papucie czy jakieś inne chodaki i oglądały, i cmokały, a już najbardziej nad ceną, bo ta cena rzeczywiście oscylowała gdzieś jakoś około pięć funtów, ale co tam cena, najważniejsze, ze były przecenione z jakich 15 czy 16, i to własnie, a nie kolor czy krój czy co tam mają chodaki był przedmiotem tych wzdechów, i znowu olśniło REDAKTORA, bo czy to możliwe tam gdzie nie ma REDAKTORA, żeby jedna z drugą się przechwalały, że kupiły suknie tanio, jeśli właśnie trzeba się przechwalać na odwrót, że bardzo dużo się wydało, że konto ucierpiało, że wychudło silnie? To tez jest drobna różnica, w zasadzie zupełnie na odwrót, że tu się nikt nie wstydzi tego że kupił tanio, bo to nie znaczy że jest biedny, tylko właśnie zajebiście sprytny i że nie zmarnował kasy na przepłacanie i cudze drinki z parasolką. Drobna w sumie różnica między myśleniem w kraju bogatym, a kraju biednym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz